W 1938 roku proboszcz kościoła parafialnego w Bałtowie, ksiądz Józef Drabowicz opublikował na łamach religijno-społecznego tygodnika Siewca Prawdy, wychodzącego w latach 30. XX w. w diecezji sandomierskiej, interesujący opis wsi Bałtów. Ponieważ stanowi on pierwszorzędny materiał pozwalający nam bliżej poznać ówczesną miejscowość i życie jej mieszkańców, przytaczamy go poniżej w całości.

„(...) Dawno już zbierałem się coś napisać z życia mieszkańców Bałtowa, tego podobnego do amerykańskich, polskiego kanionu. Rzeka Kamienna wyżłobiła tu sobie w krzemionkowo – wapiennej górze głęboką dolinę, którą płynie wartko, powyginana, przypominając sprężone ciało węża. Chaty ludzkie poprzyczepiane są tutaj do obydwóch stoków przeciętej góry i wyglądają w dzień jak jaskółcze gniazda, a wieczorem jak rozproszone po górach świecące świętojańskie robaczki.

W 1908 r. parafianie za staraniem śp. ks. prob. Ludwika Olsińskiego powiększyli swój mały kościół. Architekt nadał kościołowi styl wczesnego baroku. Kościół jest doskonale zharmonizowany i dostosowany do otoczenia. Stoi on w dolinie rzeki ponad drogą bałtowską. Na górze zaś, w pobliżu kościoła znajduje się pałac Księstwa Ksawerostwa Druckich – Lubeckich.

Ziemia w samym Bałtowie jest dość urodzajna, ale rolnicy niewiele jej posiadają, przy tym niektóre wsie, jak Ponik (60 domów), nie mają prawie wcale ziemi; niektóre znów, jak Krzemionki i Jelenia Góra, uprawiają nieurodzajne piaski, które dają nędzne zbiory. Toteż dla zdobycia jakich takich środków utrzymania wielu tutejszych mieszkańców trudni się rybołówstwem. Wzdłuż całej Kamiennej widzi się rybaków z podrywkami, którzy potem za marne grosze sprzedają złapane ryby najczęściej żydom, aby tylko to starczyło choć na zakup chleba dla siebie i dzieci. Parafia Bałtowska przed wielką wojną była dość duża. I wsie miały daleko do kościoła. Dlatego hodurowcy mieli łatwiejszy dostęp do ludzi i w licznych wioskach wielu wiernych obałamucili. Wsie bałtowskie Okół i Podgórze na przeciwnych krańcach parafii, postawiły sobie nawet hodurowskie domy modlitwy, stwarzając przy nich hodurowskie „parafie”.

Z nich Okół jest jeszcze jako tako żywotny, a Podgórze dom modlitwy ma zamknięty. Od Podgórskich hodurowców p. Starosta z Opatowa zażądał do złożonych w 1933 r. podań o zaliczenie ich do hoduryzmu uzupełniających ostemplowanych dokumentów. Lecz mieszkańcy Pogórza nie chcieli tracić kilka złotych na stemplowanie bardzo już zwietrzałych podań. Woleli się dobrem kościelnym podzielić jako wierzyciele po ucieczce ostatniego tam hodurowskiego duchownego. Dziś w tych stronach żyją już po wsiach tylko niedobitki hodurowskie, choć i tym Kościół katolicki szeroko bramy do powrotu otwiera i gorąco do tego zachęca.

Z części Bałtowskiej parafii została utworzona nowa katolicka parafia Pętkowice. Stara parafia wraz z nową solidarnie pracują, szerząc wiarę prawdziwą.

Życie społeczne stopniowo rozwija się w Bałtowie. Jest tu kółko rolnicze, filia mleczarni spółdzielczej w Tarłowie, związek rezerwistów, straż ogniowa, harcerze, a przy kościele oprócz bractw religijnych mamy założone w r. 1938 Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Żeńskiej, liczące 40 członkiń, a po szkołach rozwija się Krucjata Eucharystyczna. Mamy nadzieję, że w przyszłości będą oni czynnymi członkami Akcji Katolickiej.

Przed Bożym Narodzeniem objechaliśmy wraz z ks. wikariuszem Fr. Jurkiem wszystkich chorych i słabych w parafii z posługą duchową. Chorzy zostali spisani i przygotowani do tego przez tercjarzy.

Zaś Komitet pań na czele z Jadwigą Drucką – Lubecką zajął się osobiście zbieraniem ofiar po wsiach i blisko 60 biedniejszych parafian otrzymało na święta mąkę, kaszę, bułki, cukier, herbatę i słoninę.

Przed Świętami Wielkanocnymi przez łaskawe udzielenie lokalu w ochronie oraz pościeli i żywności dla 45 druhen rekolekcjonistek (4 druhny z Pętkowic) przez księżną Drucką – Lubecką i z Jej inicjatywy dało się urządzić dla druhen rekolekcje zamknięte, które świetnie z i pożytkiem przeprowadził ks. Leon Janicki, proboszcz z Sarnówka. Przed Wielkanocą urządziliśmy grób P. Jezusa w kościele, pomysłu Ks. Fr. Jurka, przy dużej pomocy miejscowych Księstwa. Grób był może najładniejszy w okolicy.

Księżom wiele też pomagają panie z tutejszej ochrony przy pracy społecznej.

Uogólniając podane szczegóły muszę stwierdzić, że w Bałtowskiej parafii kościół, szkoły, ochrona, dwie gminy, dwór i małorolni pracują zgodnie, nie szukając zwady ani walki, ale każdy rad by dorzucić swoją cegiełkę do powiększenia ogólnego dobrobytu, do usunięcia niedoli biedaków, oraz do powszechnego rozwoju duchowego, kulturalnego i gospodarczego. Z tym ogólnym zgodnym dążeniem do dobrego kłóci się tylko szosa między Bałtowem a Rudką, gdzie gospodarze zsadzają z wozów swoje żony, gdy jadą do miasta, bo się boją aby skrętu kiszek nie dostały. Przy tejże szosie na trakcie w stronę Lemierzy jest taki most na rzece Kamiennej, że Furmani żegnają się przed jego przejechaniem, również nie klną już w naszych stronach, żebyś ręce i nogi połamał, ale sobie życzą: „bodaj żebyś choć dwa razy przez most Lemierzy przejechał”.

Apelujemy więc na tej drodze do Pana Starosty w Wierzbniku, żeby nas, jako Wysoki Gospodarz powiatu w nieszczęściu naszym poratował (...)”.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież