Zwyczajni - niezwyczajni czyli ciekawi ludzie mojej "Małej Ojczyzny"

Wacław Zdonek urodził się w 1932 r. w Okole. Trzy lata później wraz z matką przeprowadził się do Bałtowa, gdzie mieszka po dziś dzień. W latach 40. jego rodzina utrzymywała się z produkcji i sprzedaży łyżek.

W 1950 r. Pan Wacław podjął pracę w technikum rolniczym, potem zatrudnił się przy odwiertach w zakładzie metalurgicznym.

W 1953 r. trafił do młyna w Bałtowie i jednocześnie rozpoczął naukę zawodu młynarza. Po dwóch latach nauki został wyzwolony na czeladnika, potem uzyskał tytuł mistrza młynarskiego. W końcu został kierownikiem młyna. W tym czasie przeprowadził w nim kilka większych remontów, m.in. zainstalowano walce do przemiału pszenicy, zmodernizowano transport wewnętrzny, wyremontowano turbinę wodną.

W okresie powojennym w młynie pracowało: 4 kierowników i 10 młynarzy, a 6 uczniów zdobyło zawód.

W 1990 r., będąc już na emeryturze Pan Wacław wydzierżawił młyn wraz z elektrownią. Dodatkowo udostępnił obiekt do zwiedzania turystom.

Od lat Pan Wacław aktywnie działa w PSL-u, m.in. piastował funkcję prezesa Zarządu Gminnego PSL w Bałtowie oraz członka Zarządu Powiatowego PSL. Będąc już na emeryturze zaczął pisać wiersze. Opracował także krótką historię młyna w Bałtowie.

Andrzej Boberek urodził się w 1944 r. w Przybenicach w gminie Kazimierza Wielka. Po ukończeniu szkoły zawodowej pracował jako kierowca w przedsiębiorstwie budowlanym w Krakowie. Kiedy na przełomie lat 60. i 70. był budowany Zakład Metalurgiczny Huty im. Marcelego Nowotki, wraz z grupą współpracowników został oddelegowany do pracy w Ostrowcu Św. Tu poznał swą przyszłą żonę. Ożenił się, założył rodzinę, zapuścił korzenie. Osiadł w Maksymilianowie. Rodzina żony, Krawczykowie, mieszkała w Kątach Denkowskich i od pokoleń trudniła się garncarstwem. Pan Andrzej pomagając nierzadko teściowi w pracach garncarskich, obserwował bacznie jak spod jego rąk wychodzą garnki, dzbanki i doniczki. Dziś już nawet nie pamięta, w którym momencie obudziła się w nim pasja do tego rzemiosła. Niemniej jednak postanowił zostać garncarzem. Pierwsze wyroby jakie wykonywał były bardzo proste. Stanowiły je doniczki, podstawki i wazoniki. Na wyroby z gliny nie brakowało wówczas klientów. W 1977 r. Pan Andrzej został członkiem Spółdzielni Rękodzieła „Chałupnik” w Iłży, zrzeszającej garncarzy z całej okolicy. Z czasem rozbudował pracownię, zakupił walec z napędem elektrycznym, bo dotychczas korzystał z walca z napędem nożnym, nabył sprzęt do szlamowania gliny, do łupania drewna.

Z biegiem czasu popyt na wyroby garncarskie spadał. Gliniane doniczki wypierały plastykowe. Trudno było znaleźć chętnych na wazony i miski, gdy modne stały się kryształy. Mimo to Pan Andrzej nie zawiesił rzemiosła garncarskiego, nawet gdy w latach 90. zlikwidowano Spółdzielnię. Dziś jest jedynym garncarzem z terenu gminy Bałtów, oraz jednym z niewielu w powiecie ostrowieckim. W sezonie letnim ma wydzielone miejsce na terenie rezerwatu przyrodniczo-archeologiczego „Krzemionki”. Turyści zwiedzający zabytkową kopalnię krzemienia pasiastego mają możliwość przyjrzenia się pracy garncarza, sami również mogą spróbować swych sił w tym rzemiośle. Pan Andrzej otwiera również przed turystami i wszystkimi zainteresowanymi podwoje do swej pracowni w Maksymilianowie. Często prezentuje swoje wyroby na wystawach w Kielcach czy Krakowie i warsztatach garncarskich m.in. Urzędowie, oraz Dymarkach Świętokrzyskich.